Legenda Ostrowa Tumskiego
Miejsce, w którym dzisiaj stoi poznańska katedra jest miejscem, w którym przed zapanowaniem na tych ziemiach chrześcijaństwa mieścił się potężny, drewniany gród warowny. Mieszkał w nim pewien włodarz, który lubował się niezmiernie w upokarzaniu na wszystkie sposoby ludzi.
Traktował on źle nie tylko wrogów ale również własnych poddanych. Imię jego Mściwór mówiło już samo za siebie. Okrutność jego nie znała granic. Pewnego dnia jeden z jego najmłodszych pachołków przewrócił się na jego oczach i stłukł piękną glinianą wazę. Karą było schłostanie młodego chłopca.
Podczas egzekucji cała wioska patrzyła na swojego władcę z niekłamaną odrazą i nienawiścią. Matka chłopca błagała Mściwora, aby ten zostawił chłopca w spokoju, lecz pan był nieugięty. Podczas egzekucji katu podczas bicia chłopca osunął się kij i ten otrzymał potężny cios w głowę okutą pałką.
Cios był śmiertelny a chłopak skonał z niemym wyrazem twarzy. Osuwając się zdąrzył wyszeptać, że Mściwór już nigdy nie zazna spokoju. Poznański włodarz nie przejął się słowami chłopca, który skonał w męczarniach i po zjedzeniu wieczerzy poszedł do swego łoża. Nagle w nocy zaczęły mu się śnić sceny okropnych mordów.
Ciała jęczące w agoni nabijane na pale wypełniały każdą noc okrutnego włdarza. Co więcej sceną, która śniła mu się najczęściej był obraz, w którym dwa lubieżne czarty gwałcą jego dwie przepiękne córki, a następnie rozrywają jena strzępy. Okrutny Mściwór nie przespał jednej nocy w spokoju przez bezmała trzy długie lata, aż wkońcu zwariował.
Legenda mówi, że nadział się na własny miecz, a w rok po jego śmierci zburzono gród, a w miejscu dzisiejszej poznańskiej katedry pojawia się postać chłopca, która uśmiecha się złowieszczo i odchodzi.